Doroszenko Piotr Dorofiewicz, zwany również Doroszem (1627–1698), hetman kozacki, syn pułkownika kozackiego Dorofieja, a wnuk głośnego w l. 1625–28 starszego wojska J. K. Mci zaporoskiego, Michała Doroszenki, urodził się w Sośnicy k. Czernihowa. Do jakich uczęszczał szkół i jakie odebrał wychowanie, nie wiemy, faktem jest jednak, że obok języka ruskiego władał dobrze językiem polskim, a nie obcą była mu łacina, którą się często posługiwał, przeplatając nią tekst polski. Około r. 1645 znalazł się w Czehryniu. Atmosfera, jaką tutaj zastał w przededniu wybuchu powstania kozackiego r. 1648, nie mogła pozostać bez wpływu na jego późniejszy kierunek polityczny. Musiał się przy tym wybijać czymś sponad masy kozackiej, skoro zwrócił na siebie uwagę B. Chmielnickiego. Już z początkiem wybuchu powstania znalazł się młody D. w pułku czehryńskim. Z prostego zrazu żołnierza został po kilku zaledwie miesiącach setnikiem, a z końcem r. 1649 młody, bo zaledwie 22-letni setnik mianowany był pisarzem przy generale artylerii kozackiej, Tomilence. Równocześnie brał udział we wszytkich walkach r. 1648–49, nie wyłączając oblężenia Zbaraża. W r. 1650 uczestniczył w wyprawie kozacko-tatarskiej na Wołoszczyznę, a w roku następnym walczył pod Beresteczkiem i Białącerkwią. Sądząc z piastowanego urzędu, był chyba obecny również i pod Batohem (1652). Z wiosną r. 1653 otrzymał nominację na pułkownika przyłuckiego i w tym charakterze był pod Suczawą i Żwańcem. Niezależnie od zajęć wojskowych pełnił z ramienia hetmana różne misje o charakterze dyplomatycznym. Z końcem r. 1650 znalazł się w Warszawie w towarzystwie posłów kozackich, w r. 1653 posłował do Krymu celem powstrzymania swawoli tatarskiej na Ukrainie, a w grudniu tegoż roku wysłał go Chmielnicki naprzeciw posłów moskiewskich Streszniewa i Bredichina, aby wybadał cel ich poselstwa oraz nie dopuścił do zetknięcia się z posłem tureckim, który w tym czasie również zjeżdżał do Czehrynia. Jak D. wywiązał się z poleceń, nie wiadomo, niepomyślnie natomiast zakończyły się jego dwie następne misje. Wysłany w lipcu 1654 r. z listami do Moskwy, natknął się około Bychowa na podjazd polski, i straciwszy wszystkie listy, zawrócić musiał do Czehrynia. Podobnie w grudniu r. 1655, nie mogąc przedostać się przez pierścień wojsk polskich, zrezygnować musiał z podróży do Szwecji, dokąd delegował go Chmielnicki w sprawach sojuszu kozacko-szwedzko-węgierskiego. W burzliwym dla Ukrainy r. 1656 raz tylko zjawił się na widowni, a to w związku z akcją Zołotorenki na rzecz Moskwy. Posądzony przy tym o zdradę, został w styczniu na życzenie cara aresztowany i przesiedział kilka tygodni w więzieniu niżyńskim. Śledztwo wykazało jednak zupełną bezpodstawność podejrzeń.
Na szersze wody wypłynął D. dopiero po śmierci B. Chmielnickiego (1657). Początkowo zwolennik Wyhowskiego w nadziei, że ten zdobędzie się na samodzielną politykę, popierał go usilnie zarówno w walce z moskalofilskim wodzem lewobrzeżnej opozycji, M. Puszkarem, jak i z samą Moskwą. Uczestniczył więc ze swym pułkiem w pomyślnych walkach pod Łubniami i Głuchowem (jesień 1657); doznał wprawdzie dotkliwej porażki pod miasteczkiem Srebnoje od kniazia Pożarskiego, jednak pod Połtawą (1 VI) przyczynił się walnie do zwycięstwa Wyhowskiego. Współdziałał następnie w jego nieudałych próbach odzyskania Kijowa, czym zraził sobie zupełnie Moskwę, która pozbawiła go godności pułkownika przyłuckiego. Kiedy jednak spostrzegł, że Wyhowski dąży do ugody z Polską, począł zwolna przechylać się na stronę opozycji, która chciała widzieć hetmanem Jerzego Chmielnickiego. W bitwie pod Konotopem (5 VIII 1659) walczył jeszcze w szeregach Wyhowskiego, ale już w okresie dojrzewania ugody hadziackiej przerzucił się otwarcie na stronę Chmielnickiego, któremu pomógł wydatnie do zdobycia władzy. Po wybraniu hetmanem Chmielnickiego został jednym z jego doradców i pułkownikiem czehryńskim. Oddał mu znaczne usługi w przygotowaniu warunków ugody perejasławskiej i był współautorem 14 warunków ugody, które Moskwa odrzuciła. Ugodę pomimo to podpisał i wziął udział w akcjach wojennych, zakończonych bitwą pod Cudnowem (1660). Brał następnie udział jako delegat Chmielnickiego w rokowaniach polsko-kozackich i nie małą odegrać musiał w nich rolę, skoro w uznaniu zasług został na sejmie w r. 1661 nobilitowany i nagrodzony.
Po ustąpieniu Jerzego Chmielnickiego z hetmaństwa sprawował D. urząd generalnego asawuły i w tym charakterze towarzyszył Janowi Kazimierzowi i nowemu hetmanowi Teterze w wyprawie wojennej za Dniepr przeciw hetmanowi lewobrzeżnej Ukrainy, Brzuchowieckiemu, oraz awanturnikom Sirce i Sulimce (1663–64). W tym też okresie wmieszany był do spisku zorganizowanego przez Wyhowskiego. Jakkolwiek sprawa zakończyła się uwięzieniem Chmielnickiego i Tukalskiego oraz śmiercią Wyhowskiego, D. nie tylko wyszedł z niej obronną ręką, ale otrzymał z początkiem r. 1665 honorową godność pułkownika czerkaskiego. Po rezygnacji Tetery postanowił sam sięgnąć po władzę. Stanął mu jednak na przeszkodzie niejaki Opara, zwany również Medwedowskim, który, uprzedziwszy go, ogłosił się hetmanem. Wówczas D. pozyskał pomoc tatarską i wystąpił do walki z Oparą. Pobił go i stracił, a na radzie starszyzny kozackiej w Czehryniu w dniu 11 X 1665 otrzymał zastępczą władzę hetmańską. Już w kilka miesięcy później uzyskał na ponownej radzie (6 II 1666) jednogłośny wybór na hetmana. Zrazu wierny i lojalny wobec Rzpltej, pomagał załogom polskim w pacyfikacji Ukrainy, bijąc między innymi na głowę oddziały jednego z głównych sprawców niepokoju, pułk. Drozda. Porozumiawszy się uprzednio z Turcją, która usunęła z Krymu przyjaznego Polsce chana Mohammeda, a na jego miejscu osadziła wierniejszego Aadil-Gereja i zleciła mu popieranie zamierzeń D-ki, ów usiłował teraz opanować lewobrzeżną Ukrainę. Wyprawa nie powiodła się jednak, gdyż Brzuchowski bronił się doskonale, tak że po kilku mniejszych sukcesach D. zaprzestał walki. Uczynił to tym skwapliwiej, że po pogodzeniu się Lubomirskiego z królem wojska polskie poczęły wracać na Ukrainę, co planującemu uniezależnienie się od Rzpltej hetmanowi nie było na rękę. Krzywo również patrzył na daleko już wówczas posunięte rokowania polsko-moskiewskie o podział Ukrainy. Jak tylko pojawiły się na Ukrainie pierwsze pułki polskie, D. zaprotestował i zaprzysiągłszy z Aadil-Girejem wieczną przyjaźń, poczynił Turcji niedwuznaczne obietnice przyjęcia jej opieki. Na wkraczającego do Bracławszczyzny regimentarza polskiego Machowskiego zdradliwie napuścił Tatarów, którzy pod Bracławiem znieśli korpus polski, a samego Machowskiego wzięli do niewoli. Od tego momentu stosunki D-ki z Polską zaczęły się psuć gwałtownie. Fakt zupełnego zignorowania D-ki w układzie andruszowskim (30 I 1667) rzucił go w objęcia Turcji. W lipcu tegoż roku wyprawił on do Konstantynopola posłów Partiankę i Wyrwę z oświadczeniem, że gotów jest do przyjęcia tureckiego poddaństwa, i prosił o podanie warunków. Turcja przyjęła z radością deklarację, jednak, zajęta wojną na Krecie, odpowiedziała wymijająco, ale posłała na Polskę Tatarów, którzy w sierpniu połączyli się z D-ką i ruszyli przeciwko wojskom koronnym. Sobieski pobił ich 4 X pod Podhajcami, a w zawartej w dwa tygodnie później ugodzie D. wyrzekł się tureckiej protekcji i uroczyście zaprzysiągł wierność Rzpltej.
Wnet okazało się, że był to tylko wybieg, obliczony na wydostanie się z podhajeckiej opresji, w jakiej D. znalazł się niespodzianie po wcześniej zawartej umowie polsko-tatarskiej. Dążyć zaczął teraz z jednej strony do politycznego uniezależnienia się od Polski i Moskwy oraz zjednoczenia całej Ukrainy pod swą władzą, z drugiej zaś strony do ściślejszego związania swych i Ukrainy losów z zaborczą polityką Turcji. Słowem uśmiechała mu się na Ukrainie władza podobna do tej, jaką piastowali hospodarowie wołoscy. Przystępując do realizacji tych planów, nawiązał z początkiem stycznia r. 1668 ponowny kontakt z Krymem i Turcją oraz ułożył podstępny plan opanowania Zadnieprza. Brzuchowiecki, ujęty obłudną obietnicą niepodzielnej władzy nad zjednoczoną Ukrainą, poszedł na lep podszeptów. Ogłosiwszy otwarcie oderwanie się »od ręki i przyjaźni moskiewskiej«, wyciął w pień moskiewskie załogi na Zadnieprzu. Tego tylko życzył sobie D. Natychmiast wkroczył tam z wojskiem, podstępem dostał w swe ręce Brzuchowieckiego pod Oposznem i wydał podburzonej celowo czerni, która w krótkiej drodze okrutnie go zamordowała. Uwiedziony chwilowym powodzeniem, podjął teraz D. naiwną grę poróżnienia Polski z Moskwą. Zawiadomiwszy Sobieskiego o zaszłych wypadkach na lewym brzegu Dniepru, przedstawił możliwości pozbycia się stamtąd Moskwy i prosił o niezwłoczne nadesłanie posiłków, gdyż, jak twierdził, idzie przeciw Moskwie, »aby nieprzyjaciela z ojczystych Króla Pana wyrzuciwszy granic, one oczyścił i do pierwszego Królowi Panu powinnego przywiódł poddaństwa«. Nie omieszkał jednak upomnieć się przy sposobności o insygnia władzy hetmańskiej. Sobieski przewidział jednak manewr, posiłków nie dał, a D. pomimo to ruszył przeciw Romodanowskiemu. Po drodze namyślił się i wraz z oświadczeniem życzliwości dla cara przesłał Romodanowskiemu ostrzeżenie przed swoją rzekomo bardzo wielką potęgą. Cel osiągnął, gdyż Romodanowski nie tylko odstąpił bez walki od oblężenia Kotelni i ustąpił z Zadnieprza, ale wysłał do niego posłów z propozycją rozpoczęcia rozmów o przyjęcie moskiewskiej opieki. D. propozycje odrzucił i zapanował nad całym Zadnieprzem.
Nadszedł teraz moment (połowa r. 1668), w którym zdawało się, że D. bliskim jest realizacji swych planów. Lecz do tego trzeba było czegoś więcej niż przewrotności. Wkrótce pokazało się, że zadanie, jakie wziął na siebie, było ponad jego siły i możliwości. Bez uprzedniego uporządkowania spraw na lewym brzegu, w obawie przed niespodziankami na prawym, szybko powrócił do Czehrynia. Zostawił wprawdzie na Zadnieprzu w swoim imieniu »nakaźnego«, Demiana Ihnatowicza Mnohohrisznego, »chłopa ponoć prostego«, ten jednak zaraz po jego wyjeździe podniósł bunt i poddał się Moskwie, z której rąk przyjął buławę hetmańską lewobrzeżnej Ukrainy. A gdy w tym mniej więcej czasie wypowiedziały D-ce posłuszeństwo pułki kijowski i perejasławski oraz powstał przeciw niemu na Zaporożu Piotr Suchowij, już przed końcem r. 1668 utracił D. wszelkie dotychczasowe wpływy na Zadnieprzu. Niewiele poprawiło sytuację zwycięstwo, które w styczniu następnego roku odniósł pod Olchowcem nad tymże Suchowijem i sprzymierzonymi z nim Tatarami. Nie powiodły się również próby porozumienia z Mnohohrisznym, który, pomny na los Brzuchowieckiego, odrzucił z miejsca propozycje wojskowego sojuszu i w dodatku zadenuncjonował je przed Moskwą. Porta na ponowne wproszenie się do poddaństwa odpowiedziała wymijająco, tylko Tatarów zmusiła do popierania D-ki przeciw Suchowijowi. Na miejsce tego pojawił się jednak nowy kandydat do władzy nad Siczą w osobie dotychczasowego atamana koszowego Michała Chanenki, który w porozumieniu z Jerzym Chmielnickim próbował rozprawić się z D-ką. D. poraził go przy pomocy Tatarów pod Steblowem w listopadzie r. 1669, a wziętego do niewoli Jerzego Chmielnickiego wydał w ręce tureckie. Jeszcze w grudniu tego roku na radzie w Czehryniu zdołał D., pomimo silnej opozycji, przeforsować bezwzględne poddanie się Turcji, o czym natychmiast zawiadomił sułtana i chana krymskiego Aadil-Gireja przez posłów Parosza i Lisicę. Kiedy zaś Sobieski ostrzegł go przed skutkami powziętego postanowienia, zaprzeczył wszystkiemu, ale równocześnie podpisał się jako hetman »Najjaśniejszej Porty Otomańskiej wszystkiego Wojska Zaporoskiego« i pociągnął, wspomagany przez Tatarów, pod Nowy Konstantynów, skąd wysłał posłów do Warszawy z żądaniem wyznaczenia komisji do uregulowania spornych kwestii. Dn. 5 V 1670 komisarze polscy z Bieniewskim na czele zjechali do umówionego Ostroga, lecz czekali tam daremnie przez kilka miesięcy na wysłanników D-ki. Mając już zapewnienie rychłej i bezpośredniej interwencji tureckiej na Ukrainie, D. wyraźnie począł grać na zwłokę. Ówczesne jego żądania, dotyczące znacznego rozszerzenia zachodnich i północnych granic prawobrzeżnej Ukrainy, nieograniczonej nad nią władzy, wreszcie całkowitego wyeliminowania z niej polskich wpływów, nie mogły, rzecz jasna, stanowić dla Rzpltej podstaw ugody. Wobec takiego obrotu rzeczy insygnia władzy hetmańskiej prawobrzeżnej Ukrainy otrzymał we wrześniu r. 1670 Chanenko. W odpowiedzi na to D. po kilkakrotnych, na pewno nieszczerych, ale też daremnych próbach dogadania się z Polską, w połowie r. 1671 wymógł na Turcji obalenie przychylnego Chanence chana Aadila i połączywszy się z ordami nowego chana Selim-Gireja pod Cybulnikiem, w sierpniu tegoż roku rozpoczął z Rzpltą otwartą wojnę. Podczas gdy Tatarzy i brat jego Grzegorz pustoszyli Podole, sam D. oblegał Białącerkiew. Kiedy jednak Sobieski (26 VIII) pobił Tatarów i Grzegorza D-kę pod Bracławiem, a następnie odebrał kilka większych miejscowości, D. zwinął szybko oblężenie, cofnął się do Czehrynia i za pośrednictwem niejakiego Falkiewicza zaproponował Sobieskiemu układy. Równocześnie jednak zbierał dalsze cięgi, utracił Mohylów, Ścianę i Bracław, przegrał bitwę pod Kalnikiem (21 X), a na dobitkę przeszło na stronę polską dwu jego pułkowników, Lisica i Zieleniecki. Odetchnął i ożywił się dopiero w początkach listopada, gdy Sobieski opuścił teren walki, a Selim-Girej przyprowadził świeże posiłki; 25 XII wziął rewanż na Łużeckim, obległ Trościaniec i wzmocnił wydatnie swą sytuację. Od razu podjął nową próbę oderwania Zadnieprza od Moskwy i w tym celu porozumiał się z Mnohohrisznym. Lecz i teraz nie udało mu się. Moskwa, powiadomiona o konszachtach, zlikwidowała natychmiast Mnohohrisznego, a władzę powierzyła oddanemu sobie Samojłowiczowi. Tymczasem Turcja, ukończywszy zwycięsko wojnę na Krecie, wypowiedziała w styczniu r. 1672 wojnę Polsce i gotowała się do wkroczenia w jej granice. D. zatriumfował i przez dłuższy czas porał się z rozrzuconymi po całej Ukrainie oddziałami polskimi. Dn. 18 VII rozgromił ponownie Łużeckiego pod Czetwertynówką, obległ Białącerkiew, ale przetrzepany przez tegoż Łużeckiego pod Szemrajówką, zaprzestał oblężenia i pospieszył witać sułtana, któremu złożył hołd i wykonał przysięgę wierności na zamku chocimskim 17 VIII, otrzymując wzamian odznaki opieki tureckiej i władzy hetmańskiej. Działając następnie wspólnie z Tatarami Selima w straży przedniej, oddał sułtanowi znaczne usługi zarówno w zdobyciu Kamieńca Podol. (26–27 VIII), jak i w późniejszych walkach. Brał również udział w zdobywaniu Lwowa. Traktat buczacki (18 X) przyznał mu i zagwarantował władztwo na prawym brzegu Dniepru, ale tylko na prawach, jakie mieli jego poprzednicy. Spodziewał się jednak znacznie więcej i rozgoryczony opuścił z końcem października obóz turecki, wycofując się do Czehrynia. Tutaj borykał się przez pierwszą połowę r. 1673 z rosnącą coraz bardziej na sile opozycją przeciw tureckiemu protektoratowi, ale też z wyjątkową konsekwencją raz po raz przeciwstawiał się usiłowaniom dyplomacji polskiej i moskiewskiej, zmierzającym do oderwania go od Turcji. Pod Chocim (11 XI 1673) już się jednak nie stawił.
Fatalny był dlań rok następny. Z początkiem bowiem r. 1674 wspólnie z Kozakami Samojłowicza wkroczyły nad Dniepr wojska moskiewskie pod Romodanowskim. Już na pierwszą o tym wiadomość w obozie D-ki nastąpił rozłam. Zbuntowało się kilku pułkowników i na zjeździe w Perejasławiu (27 III) wypowiedziano mu posłuszeństwo. Nie godząc się na filoturecki kierunek jego polityki, oświadczyli się oni za Samojłowiczem, w którego ręce obecny na zebraniu Chanenko złożył swą władzę hetmańską. Plany D-ki poczęły sypać się w gruzy. Nie poddał się jednak od razu. Pogratulował Samojłowiczowi wyboru, prosił o wstawiennictwo u cara, ale równocześnie stanął do walki z Romodanowskim i wysłał do Turcji alarmujące prośby o natychmiastową pomoc. Stoczył pod Śmiłą nie rozstrzygnięty bój z Samojłowiczem i zamknął się w Czehryniu, gdzie, oblężony, bronił się już ostatkiem sił. W sierpniu doczekał się jednak odsieczy. Na Ukrainę wkroczyły wojska tureckie, w wyniku czego Romodanowski i Samojłowicz wycofali się za Dniepr. D. odetchnął znowu. Zima i wiosna r. 1675 zeszła mu częściowo na drobnych, niepomyślnych utarczkach z oddziałami Sobieskiego, częścią zaś na próbach porozumienia się z Rzpltą. Stwarzał również nieszczere pozory gotowości pogodzenia się z Moskwą. W tym celu porozumiał się z oddanym jej Sirką i na jego ręce złożył 25 X uroczyste przyrzeczenie oddania się pod opiekę Moskwy. Lecz kiedy zbyt długo zwlekał z wykonaniem obietnicy, nowy car, Fiedor Aleksiejewicz, polecił siłą zmusić go do posłuszeństwa. Z początkiem r. 1676 pojawiły się nad Dnieprem wojska moskiewskie, a D., pozbawiony zupełnie wojska i pomocy tureckiej, poddał się, w wyniku postanowienia rady odbytej w Czehryniu, Moskwie, jednak pod warunkiem zatrzymania władzy. To był już koniec jego wielce burzliwej i urozmaiconej kariery politycznej. Podstępem sprowadzony do obozu moskiewskiego, utracił nie tylko władzę na rzecz Samojłowicza, ale również i wolność osobistą. Jakiś czas przebywał w więzieniu w Baturynie (k. Czernihowa). Wypuszczony z końcem tego jeszcze roku, skazany został na przymusowy pobyt w rodzinnej Sośnicy, skąd, kiedy mimo zakazu zdradzał chęć powrotu do czynnego udziału w życiu politycznym, wywieziono go do Moskwy w pierwszych dniach marca r. 1677. Tutaj los obszedł się z nim bardzo łaskawie. Popierany przez Samojłowicza, cieszył się względami cara, który, uwzględniając jego powinowactwo (przez żonę) z domem Chmielnickich, ofiarował mu wielki dom w Moskwie i wyznaczył pensję 120 rubli miesięcznie. Niezależnie od tego otrzymał pozwolenie na zabranie całego majątku ruchomego z Ukrainy i sprowadzenie z Sośnicy żony i córki. Odrzucano natomiast jego liczne prośby o powrót na Ukrainę. W końcu jednak, kiedy na skutek ustawicznych próśb o polepszenie bytu i ciągłych skarg na swój ciężki rzekomo los stał się zbyt uciążliwy, w połowie r. 1678 przesiedlono go do gubernii nowgorodzkiej, gdzie tytułem darowizny od cara otrzymał na własność wielką wieś Jaropołcze nad rzeką Łamą z przydaniem 1000 rubli rocznie. W r. 1679 został wojewodą wiatskim, którą to godność piastował do r. 1682. Wrócił następnie do Jaropołcza, gdzie zmarł w r. 1698. Pochowany został w tamtejszej cerkwi pod wezwaniem św. Paraskowii. Jeszcze w połowie XIX stulecia można było tam oglądać jego nagrobek.
Z jego stosunków rodzinnych wiemy, że żonaty był (już przed r. 1668) z córką pułkownika kijowskiego Pawła Chmielnickiego, zwanego Janenką, i że w małżeństwie tym nie był zbyt szczęśliwy. Pozostawił córkę, która odziedziczyła po nim Jaropołcze i wyszła za bojara Zagriażskiego. Nie bardzo prawdopodobna wydaje się wiadomość, jakoby w czasie swego pobytu na wygnaniu żenił się drugi raz z córką jakiegoś bojara. Dwaj jego młodsi bracia, Andrzej i Grzegorz, obaj pułkownicy kozaccy, służyli mu wiernie zarówno w poczynaniach wojennych jak i politycznych.
Współcześni kronikarze polscy i ruscy, jak również politycy, oceniali D-kę bardzo ujemnie. W ich oczach był zwyczajnym awanturnikiem i intrygantem, który swą działalnością doprowadził Ukrainę tylko do kompletnej ruiny, a naród ruski do wielkiego zubożenia. Podobno »pijał po tygodniu na umór, a drugiego dnia trzeźwiał«, zresztą po trzeźwemu był roztropny i uważny. Istotnie trudno i dziś dopatrzeć się w D-ce większych zdolności i zasług. Obrotny, sprytny, równocześnie przewrotny, na polu walki podrzędne odnosił zwycięstwa. Nie posiadał też zmysłu organizacyjnego, co w większości wypadków uniemożliwiało mu należyte wyzyskanie chwilowych sukcesów. Żył resztą kapitału pozostawionego przez B. Chmielnickiego, któremu mimo usilnych starań nie dorównał nawet w przybliżeniu. Głośno i otwarcie posądzano go, że za jego działalnością kryje się ręka zdetronizowanego metropolity Tukalskiego. Z tym wszystkim nie można jednak odmówić D-ce pewnych zdolności dyplomatycznych ani patriotyzmu, dążył wszak uparcie do zjednoczenia i wyzwolenia Ukrainy w oparciu o potęgę militarną Turcji. Koncepcja ta rokowała mu przy szczęśliwym układzie okoliczności możność bardziej niezależnego i indywidualnego kierowania losami Ukrainy, niż to miało miejsce przy oparciu się o sąsiednią Polskę czy Moskwę.
W. Enc. Il.; Enc. Org.; Kluczycki Fr., Pisma do wieku i spraw Jana Sobieskiego, Kr. 1880; Grabowski A., Ojczyste wspominki, Kr. 1845, II 296 i n.; Akty otn. k istorii Jużnoj i Zapadnoj Rossii, Pet. 1848–53, VI, VIII, IX, XI–XIII; Vol. Leg. IV 359; Bodiański, Rejestra…, Moskwa 1875, VIII; Wieliczko S., Lietopiś, Kijów 1851, II; Grabianka, Lietopiś, Kijów 1853; Lietopiś Samowidca, Kijów 1878; Chrapowicki, Diariusz, W. 1845; Kochowski, Climacter, II i III; Jemiołowski, Pamiętnik, Lw. 1850; Jerlicz, Kroniczka, II; Józefowicz T., Kronika m. Lwowa, Lw. 1854; Korzon T. (biografia D-ki), Listy otwarte, mowy…, II 423–41; tenże, Dola i niedola J. Sobieskiego; Gawroński R., Książę kozacki, P. 1919, 17, 20–3, 38, 576–1, 93, 98–106, 108–21, 128, 142–5, 156, 168, 179; tenże, Próby pojednania z Rusią, Kr. 1907, 36, 48, 66; Hniłko A., Wyprawa cudnowska, W. 1931; Hruszewski M., Istoria Ukr.-Rusy, IX; Kostomarow N., Ruina, Wiestnik Ewropy 1879–1880; tenże, Życiorys D. w Russkaja istorija w żiznieopisanijach… diejatelej, Pet. 1874; Antonowicz i Bec, Istoriczeskie diejateli Jugo-Zapadnoj Rossi w biografijach i portretach, Kijów 1883; Hammer, Geschichte des Osmanischen Reichs, Peszt 1830, VI; B. Czart. rkpsy: 402, s. 361, 533; 170, s. 121, 122, 127, 263 i n.; 172, s. 393 i n., 593 i n., 603 i n.; 173, s. 92, 118, 185 i n., 213, 596 i n., 675 i n.; 174, s. 243–4, 263, 308; 161, s. 5–6, 229–34, 249; 405, s. 399 i n.; 404, s. 303, 313, 328, 463, 489; 2108, s. 117–20, 227–9, 307–10; 1663, s. 332, 344 i n., 433 i n., 495, 519; B. Kras. rkpsy: 330, 341, s. 56 i n., 76 i n., 83 i n.; 346, s. 143–4; 332, s. 19; 3411, s. 296, 306; 4025, s. 45–57, 60–71, 82–101; B. Jag. rkpsy: 5, s. 903–1029; B. Ossol. rkpsy: 236, k. 238, 244; 245, s. 38–68.
Eugeniusz Latacz